Ale że tak Malika o Malice? To ponoć najtrudniejsze zadanie. Zgłaszam obecność. Żyję, piszę, redaguję książki i uczę piękna ruchu zawartego w jodze. Czasem się zastanawiam czy żyję z pisania czy piszę, by żyć. Kolejność dowolna i prawdopodobnie zależna od dnia tygodnia. W kawiarni szeptali, że od wielu lat dziennikarka związana z kulturą i sztuką, która nie boi się poruszać tematów związanych ze świadomością. By dać upust słowom, nie tylko pisanym, udzielałam się w Czwórce prowadząc podcast, oraz w autorskiej audycji „Świadomy Świat Książek”, a życiowe ścieżki zaprowadziły mnie też na karty magazynu „Vege”, „Slow”, „Freshmag” czy „Lśnienie”. Zakładam, że w afekcie oparów kawy, tej świeżo mielonej, stałam się współzałożycielką ogólnopolskiego wydawnictwa prasowego, a tym samym redaktorką naczelną magazynu Kraft. I o. Kto wie, dokąd doprowadzi mnie ważenie słów? Bycie cyfrową maszynistką i życiową joginką? Trzeba iść, gdy wołają i rozmawiać, gdy o to proszą. Fascynacja jest w cenie.

Można też praktykować jogę, sączyć z fusami lub bez, czytać książki i zgubić się
w lesie. To moja recenzja spokojnego życia.